Już wkrótce zostanie wprowadzony nowy pomysł Ministerstwa Cyfryzacji, którego realizacją zajmie się Poczta Polska. Jest to tak zwany projekt e-Doręczenia, który ma być nowoczesnym udogodnieniem. Jednak wiele osób zastanawia się, czy będzie to innowacyjna rewolucja czy tykająca bomba finansowa. Dlaczego? Samorządowcy i firmy mogą na tym stracić niemałe pieniądze.

e-Doręczenia – wojna trwa 

Założenia podane przez Ministerstwo Cyfryzacji, brzmią interesująco. "Pomyśl, jakby to było, gdybyś zamiast wizyty w urzędzie lub osobistego odbierania listu poleconego mógł załatwić tę samą sprawę jednym kliknięciem myszy, bez względu na miejsce twojego aktualnego pobytu? Albo, gdybyś zamiast posiadania wielu kont na różnych dedykowanych portalach administracji miał jedno miejsce do komunikacji ze wszystkimi podmiotami publicznymi? Nasz projekt ci to umożliwi." Podsumowując, listy z urzędów zamiast pocztą tradycyjną przychodziłyby na adresy mailowe Polaków. 

– To rozwiązanie niestosowane w innych krajach i niebezpieczne. Może prowadzić do poważnych konsekwencji finansowych, choćby wtedy, gdy zostaną podjęte działania mające na celu sztuczne zwiększenie liczby pism wpływających na e-skrzynkę doręczeń – wypowiada się na ten temat Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Ministerstwo Cyfryzacji twierdzi jednak, że taki argument jest nieodpowiedni:

- E-doręczenia to nie e-mail wysyłany z anonimowego konta, z którego można dowolnie spamować. Teraz można łatwo „zasypać” urząd astronomiczną liczbą e-maili, na które musi udzielić odpowiedzi i nie wiadomo komu. E-doręczenia to korespondencja od znanego nadawcy do znanego odbiorcy. Jeśli Jan Kowalski napisze 100 tys. listów w tej samej sprawie, to będziemy mieć pewność, że zrobił to konkretny Kowalski. Teraz nie zawsze to wiemy, nawet mając list papierowy – mówi Karol Manys.

Samorządy mają jeszcze mnóstwo innych argumentów, a MC kontrargumentów, a wojna na temat e-Doręczeń wrze. Bardzo ciekawe jednak są koszty związane z nowym projektem.

Dofinansowanie dla Poczty Polskiej na nową usługę

Projekt e-Doręczenia nie jest polską innowacją. Poczta Czeska ma dofinansowanie w wysokości 0.46 euro (ok. 1,90 złotych) za wiadomość - to 60% ceny przesyłki poleconej w formie fizycznej. Poczta Polska za cyfrowy list polecony dostanie dofinansowanie w wysokości od 2 złotych do około 3,50 złotych netto. Stąd rodzi się pytanie: dlaczego tak wysokie stawki? Ponoć koszt ponoszony przez Pocztę Polską jest wyższy po to, aby zapewnić wiadomości odpowiednią poufność.


Wiele osób zwraca uwagę na to, że Poczta Polska coraz częściej podnosi ceny za swoje usługi, a ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Mówią między innymi o tym, że cena przesyłki poleconej w najtańszym gabarycie (list) wzrosła ostatnio do 5,90 złotych. Szczególnie podkreśla to Konfederacja Lewiatan, która wskazuje, że Poczta Polska w przetargu z 2015 roku za 3-letnią usługę w wydaniu tradycyjnym chciała 293 miliony złotych. Teraz koszt wynosi już 890 milionów. Konfederacja podkreśla, że Polska Poczta jest taka sama jak inni monopoliści i patrząc na swoje zyski, proponuje coraz gorsze usługi. Oczywiście, tradycyjne listy w dzisiejszych czasach nie powinny być głównym kanałem komunikacji z urzędami. Jednak stawki e-doręczeń oscylujące na poziomie cen normalnych listów są niekorzystne i zaskakujące.